Samochód Urzędu Miasta odwożący Rafała po pracy jechał spokojnie i przepisowo trzypasówką Chrobrego.
„Wreszcie do domu” – myślał Rafał po kilkunastu godzinach „w biegu”. Wiedział dobrze, że dopóki nie dojedzie, dopóty jednak nic nie wiadomo. Zawsze może pojawić się potrzeba reagowania. A to telefon zadzwoni a w słuchawce odezwie się głos zapowiadający – jak zwykle – „bardzo ważną sprawę”, a to kierowca dostanie cynk przez radio z centrali i to będzie oznaczało naprawdę ważną sprawę dla prezydenta. Tym razem nic takiego się jednak nie zdarzyło – nawet kierowca na odchodnym rzucił z uśmiechem:
- Spokojny dzień, prawda? – po czym widząc kwaśną choć uśmiechniętą minę Rafała dodał – Przynajmniej powrót do domu bezproblemowy.
- A tak, to prawda, powrót bezproblemowy. Do jutra – rzucił prezydent.
Nieco wcześniej Fiat Bravo z Bardzo Ważnymi Członkami (BWC) ze zgrupowania Prawie Odchodzącego pędził przez ul. Sienkiewicza. Wrocław oświetlony wczesnym wieczorem lampami ulicznymi ładnie prezentował swoją architekturę – kamieniczki komponowały się z piaskowcem i cegłą; wesołe kolory mostów objęte urokliwie przez złotą polską jesień drzew, które wyrastały na każdym wolnym kątku, wydawały się zapraszać: „Wysiądź i pospaceruj. A przynajmniej zwróć uwagę, jak tu ładnie”. BWC jednak nie umieli się „wyluzować”. Wszystko to wydawało im się odpychające, wręcz brzydkie.
- Patrz, jakie tu dziury. – rzucił jeden. Chciał dorzucić „Za to w Warszawie…”, ale pomyślał, że takiej bzdury jego koledzy mogą nie potraktować poważnie. Zresztą w samochodzie obowiązywało mówienie prawdy. Frazesy były tylko na spotkania z wyborcami. Inna Bardzo Ważna Członkini słysząc te słowa i dodając sobie w myśli, co zapewne chciał kolega dopowiedzieć na głos, skróciła bieg myśli i powiedziała:
- Kicha i tyle. Trzeba się zastanowić, jak się ustawić. Włączcie jakąś muzę, może się wyluzujemy.
W odpowiedzi Ktoś Inny rzucił:
- A było tak dobrze. Cztery lata temu. Ech… Zdroju przegiął.
- Było tak dobrze dzięki Zdrojowi – rzucił Jeszcze Ktoś Inny asekuracyjnie.
- Chyba dzięki Staropolance Zdrój – podsumowała z ironią Bardzo Ważna Członkini, po czym do kierowcy powiedziała – Włącz koguta, po co mamy czekać na światłach?
rok 2006
Zebrani w Dworze Polskim uczestnicy zmagań o wybór do samorządu z bezpartyjnej listy KWRD, wraz z Rafałem, czekali na ogłoszenie wyników, a przynajmniej sondaży oraz obrobionych naprędce ilości głosów przesłanych przez reprezentantów zasiadających w komisjach wyborczych. Rozmowom nie było końca.
- Jarek, udało się – Rafał obdarzał wszystkich wokół uśmiechem, bo atmosfera była jednocześnie i podniosła i trochę niefrasobliwa.
- Trudno, żeby się nie udało. Trochę mnie martwi, że tak mało głosów będziemy mieli w Radzie Miejskiej.
Rafał nie odpowiedział, bo i co tu odpowiadać? „Jak na początek, to i tak całkiem całkiem” – myślał i miał chyba rację, ponieważ bezpartyjny komitet miał 25% głosów. Dodając PiS i PO – każde po ok. trzydzieści kilka procent, a całość w jednej koalicji. Po pierwsze bezpartyjny Komitet nie był rozpoznawalny. A po drugie – jako że w koalicji, więc trudno walczyć przeciw komuś. Rafał i tak miał „kaca moralnego”, z którym nic nie mógł zrobić. Otóż do Rady nie weszło sporo osób z bezpartyjnego Komitetu, o których był przekonany, że byliby godnymi reprezentantami wrocławian, a tymczasem z list partyjnych weszli … hm … różni ludzie. „No nic, może w następnych wyborach się uda”. Była spora dysproporcja między wynikiem samego Rafała (85%) na prezydenta a jego Komitetem do Rady Miejskiej (ok. 30%). Ta dysproporcja dawała nadzieje na przyszłość, ale wiadomo – w polityce (nawet samorządowej) – może być różnie.
Atmosfera wieczoru została zaburzona raz – oto nie wiedzieć czemu, albo może raczej – wiadomo czemu – nagle drzwi się otworzyły i weszło kilka osób, które robiły wokół siebie szum, jakby były Bardzo Ważnymi Postaciami (BWP), na czele szedł Zdroju. Za nim inni Ważni ugrupowania tuż Przed Odejściem (PO).
Zdroju podszedł do Rafała i zaczął ściskać, prawie go podniósł. Pokazywał przez to, że on, Zdroju, cieszy się razem z Rafałem. Cieszy się „wspólnym sukcesem”, na którym korzysta Wrocław. Sporo osób z Komitetu patrzyło na Zdroja jak na intruza – przecież to właśnie ugrupowanie Przed Odejściem wykorzystało zdjęcia z Rafałem dla promowania swojej pozycji, podczas gdy umowa była taka, że nie korzysta się z takich chwytów. To, że PiS kilka dni później w kampanii wyborczej również użyło na billboardach zdjęć z Rafałem, było tylko konsekwencją manewru ugrupowania Przed Odejściem. Komitet i sam Rafał nie zdecydował się wystąpić na drogę sądową w tej sprawie ze względu na dobro Wrocławia.
Tymczasem Zdroju mówił, mówił kwieciście, jak się Wrocław rozwija i że Rafał jest świetny.
rok 2009
W wyborach w 2006 Zdrojowa (żona Zdroja) została radną we Wrocławiu z ramienia Przed Odejściem. Została również wybrana Przewodniczącą Rady Miejskiej.
Tymczasem nadeszły wytyczne z Warszawy, gdzie Platforma Obywatelska postanowiła zmienić kierunek i stać się ugrupowaniem odchodzącym. Aby nie zmienić skrótu przemianowano nazwę partii na „Przed Odejściem”.
W ramach posunięć na odchodne Przed Odejściem postanowiło opuścić wrocławską koalicję. Nastąpiła ciekawa sytuacja, gdy ludzie od 1990 r. (dziewiętnaście długich lat!) wspólnie pracujący we władzach Wrocławia, dotychczas rękami i nogami podpisujący się pod posunięciami władz Miasta, co więcej wspólnie je wypracowujący, nagle zaczęli te posunięcia kontestować. Wszystkie. Od tego czasu minęło półtora roku a osoby Przed Odejściem nie widzą już nic pozytywnego we Wrocławiu. To się nazywa „przejście do opozycji”. Łączy się z tym stwarzanie zawsze i wszędzie, gdzie to możliwe coraz to nowych trudności na linii Miasto – rząd, na linii Miasto – województwo, na linii Miasto – ludzie PO. Aż dziw, że Autostradowa Obwodnica Wrocławia jednak jest budowana…
To Wrocław przypomina nieustannie o wspólnej pracy na rzecz Miasta.
- Cześć – Jarek (nie Kaczyński) wszedł do gabinetu prezydenta. Jarek ma to do siebie, że jest zawsze uśmiechnięty. Pozostałym obecnym osobom zwykle uśmiechu też nie brakuje, choć akurat w tej chwili atmosfera jest raczej poważna. – Co tam? Jak się sprawy mają? – dorzucił, witając się z każdym obecnym, czyli z Rafałem, Maćkiem, Bodziem i Wojtkiem.
- Nic, pijemy herbatę – zażartował Maciek.
Zebranie było z okazji posunięć innych ugrupowań, dlatego Rafał przez chwilę popatrzył na przyniesione przez Jarka wydruki sondaży i zaczął:
- No i co sądzicie o wystawieniu Sławka?
Jarek zrobił kwaśną minę i powiedział:
- Chyba muszą tak zrobić. To było w miarę do przewidzenia – popatrzył na Rafała i ciągnął – No tak, skoro w sondażach PO plasowało się za PiSem, nie mówiąc o nas, to muszą teraz prowadzić ostrożne posunięcia, bo jeszcze chwila i zostaną zepchnięci całkowicie na margines.
- Bogdan, co to o tym sądzisz? – zapytał Rafał.
- Sondaże pokazują, że PO ma poparcie na prezydenta rzędu 6% – zaczął Bodzio, po czym zerknął na przyniesione przez Jarka papiery – Tu jest 9%, czyli jakoś tam się zgadza. To nawet nie to, że tak będzie. Ważniejsze jest to, że sami ludzie z PO wierzą w sondaże. I panikują.
- Dlaczego więc nie wystawili Zdroja? – zapytał Maciek.
- Dlatego, że zaczęli trochę myśleć. Ale tak ogólnie, to nie mają pomysłu na kampanię. Zresztą brak pomysłu jest kwestią polityki Warszawy, która nie daje swobody. Zdroja nie mogą dać. Myślę, że sam Zdroju nie chce tego. Dlaczego? Dlatego, że boją się konfrontacji Zdroju kontra Rafał. Nie dadzą Protasiewicza, bo to jednak jest obciachowy człowiek dla wrocławskiej PO – ma swoją grupkę fanów, ale tak ogólnie, to jak Komorowski: gdzie się nie odezwie, tam zalicza gafę.
- Czemu nie Huskowski?
- Pewnie Huskowski sam nie chce. Powiedzmy sobie otwarcie: PO wie, że zaliczy porażkę. Próbują bronić, co się da. Wystawiają Sławka, który jest właściwym kandydatem na czas porażki. Samo to, że jest niepełnosprawny. Wzbudza litość. Jest jakoś umiarkowany – jeśli można mówić o umiarkowaniu kogokolwiek w PO. Nie walczy z Kościołem. Jest jakoś tam we Wrocławiu znany. Chcą zmniejszyć rozmiar porażki.
Wymiana zdań trwała trochę. Rafał przerwał:
- Dajmy spokój. Wystawili Sławka i tyle. Czytaliście „list Zdroja do wrocławian”?
- Tak – milczący dotąd Wojtek zabrał głos – Bardzo dobrze się wpisuje w to, że PO nie wierzy, iż może wygrać. Bronią się. List ma wzbudzić wiele różnych emocji. Zdroju odgrywa w nim rolę jakby wrocławskiego guru, ojca mieszkańców. Ale nie należy się tym przejmować. Wielu ludzi zdaje sobie sprawę, że władza to nie władza duchowa. A poza tym zrobili dwa duże błędy.
Pozostali popatrzyli ciekawie na Wojtka, speca od PR. Zawsze było ciekawe to, co mówił. Woleli, jak punktował przeciwników niż ich samych – a robił to również często i dotkliwie. „No bo co? – mawiał – Albo jesteśmy profesjonalistami albo weźcie się za coś innego! Tu nie chodzi o robienie sztucznie czegoś. Ale o profesjonalne prezentowanie waszego prawdziwego stanowiska, waszych dokonań, waszych sukcesów. Jak się tego nie umie, to do przedszkola”.
- Zrobili dwa błędy. Pierwszy to główne motto, czy podtytuł – nie wiem, jak to nazwać, w każdym razie dużo większa czcionka sugeruje, że to ma być coś bardzo ważnego. Napisali tak: „Dlaczego Sławomir P. będzie lepszym prezydentem wrocławian niż Rafał Dutkiewicz”. W ten sposób sami się stawiają na pozycji drugiego albo dalszego miejsca, skaczącego do pierwszego miejsca na podium i próbującego wytężyć wszystkie siły, żeby osiągnąć to miejsce a i tak wszyscy widzą (nawet oni), że to Rafał jest numer jeden. To pierwszy błąd. Czytelnik też od razu dostrzega, że Rafał jest najlepszy. Drugi błąd to ilość tekstu. Nikt nie będzie tego czytał. To mi przypomina irracjonalizm Donka, który wyskoczył ze swoim expose tak, że trwało trzy godziny. Ludzie po pierwsze nie lubią takich tekstów, zwłaszcza o polityce. A po drugie traktują takie teksty jak zaklinanie – swoim listem Zdroju chce wprowadzić czytelników w stan śpiączki umysłowej, pokazując coś, co nie istnieje. Ktoś może za tym pójść, ale większość zniechęci się do tekstu a co za tym idzie – do Zdroja.
Spotkanie zakończyło się tak, jak było do przewidzenia. Rafał powiedział:
- Słuchajcie, robimy swoje. Cokolwiek by się działo. Trzymajmy ręce na pulsie, ale bez panikarskich ruchów. Jesteśmy dobrzy i wybory to potwierdzą.
- Rafał, a co z PiSem? – zapytał jeszcze Maciek, choć wszyscy już wstali i zaczęli się zbierać do wyjścia.
- A co się dzieje? Zapewne robią kampanię wyborczą...
- No ale w sumie najeżdżają na nas. A są w koalicji…
- Jak najeżdżają? – zapytał Rafał
- „Władze miasta - owszem - angażują się w wielkie projekty, ale daleko im do spraw mieszkańców”. Mniej więcej takie jest przesłanie.
- No to powiedziałem, że robią właśnie kampanię wyborczą… Chyba nie oczekujesz, że będą nas głaskać? Mówią, co uważają. Im też chodzi o to, żeby wprowadzić swoich ludzi do Rady Miejskiej. Zauważ, że w tym, co mówią, popierają nas. Doceniają zaangażowanie w wielkie projekty. Jakie hasło ma Dawid?
- „Solidarny Wrocław”
Na to Wojtek z uśmiechem podsumował:
- PiS mądrze podchodzi do rzeczy. Przynajmniej nie robi błędu „Dlaczego Dawid jest lepszy od Rafała”…
Bodzio zatrzymał Rafała w drzwiach i powiedział:
- Jak patrzę na Sławka, to myślę, że dobrze byłoby, gdybyś pojawił się w kilku placówkach dla niepełnosprawnych.
- A to nie będzie odebrane jak nachalne żerowanie na cudzym nieszczęściu?
- To miasto, czyli ty finansujesz te placówki. Na ile można i na stan w Polsce, to we Wrocławiu mają świetne warunki – choćby taka Ostoja, autyści, muminki i cała masa innych. I te wszystkie placówki się rozwijają – to najlepszy sprawdzian, że mają warunki.
- Dobra, zobaczę, co się da zrobić. Myślałem o tym i specjalnie nie chciałem tam chodzić, no bo … kurcze. Ale jak to tak mówisz, to wezmę to pod uwagę.
- Idź, idź. Przynajmniej w dwóch, może w trzech miejscach się pokaż. Że potrafisz z nimi być. Że się ich nie brzydzisz. Nie bój się, dziennikarze tam nie trafią – ci akurat wolą z niepełnosprawnością się nie stykać. Raczej zrobisz wśród samych podopiecznych i ich rodzin wrażenie. A poza tym – przecież czasem idziesz, żeby się spotkać z ludźmi w takich placówkach. To byłaby paranoja, gdybyś musiał się z nimi nie spotykać ze względu na kampanię wyborczą…
Tydzień później Rafał odwiedził jeden z ośrodków dla niepełnosprawnych. Doznał wtedy dziwnego wrażenia. Kilka dni później w rozmowie z Bogdanem, dziękował za radę, żeby tam pójść:
– Wiesz co, dziwne. O ile podczas zwykłych spotkań wyborczych zawsze … hm … „może być różnie” …, to na tym spotkaniu można było naprawdę odpocząć. Żadnych chorych wizji nikt nie roztaczał, żadnych niemożliwych do spełnienia pretensji. Oni faktycznie cieszyli się, że byłem z nimi. No i cieszyli się, że mają ośrodek, jaki mają. A co najciekawsze - nie tylko sami niepełnosprawni, ale też ich opiekunowie i rodziny. Oni po prostu chcą żyć. I wiedzą, że życzliwość innych ludzi to podstawa. Jak widzą życzliwość, to są wdzięczni. Tak po prostu.
Bodzio coś tam odpowiedział. Pogadali chwilę.
- Jakie wieści z frontu? – zapytał po kilku zdaniach Rafał.
- Oklejają miasto. Z początku trochę się przestraszyłem, ale teraz już nie. Za dużo plakatów, billboardów, stojaków, wszędzie - na słupach, lampach, drzwiach, płotach, tablicach energetycznych i gazowych, po prostu wszędzie. Ciekawy jest ten „ciąg na plakat” – przecież ludzie tym bardziej się zirytują.
- Ale na Starym Mieście nie plakatują? – z powiedział Rafał mrużąc oko, przypominając sobie batalie prowadzone w Radzie Miejskiej o to, by Stare Miasto miało całkowity zakaz naklejania ogłoszeń. – Wiesz co, dopiero ostatnio dotarło do mnie, kogo wystawili. PO naprawdę nie ma pomysłu na kampanię, nie ma też pomysłu na listę kandydatów. Wystawili gościa z Work Service. I to na pierwszym miejscu. Jakaś schiza czy co? Tomek Misiak wyleciał za Work Service a tu na pierwszym miejscu Work Service… Aż chciałoby się krzyknąć za Majorem „Wiwat krasnoludki! Wiwat Sorbovit!”.
Uśmiechnęli się obaj. Bodzio rzucił jeszcze
- To nie jedyny przykład na to, że nie mają pomysłu…
Pożegnali się i Rafał ruszył na kolejne spotkanie.
- -


